poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Rozdział 1.

6 godzin męki. Oczywiście dzisiaj nie zabrakło wyśmiewania się ze mnie. W końcu jestem wolna. Jutro zobaczę się z Julą, bo będzie sobota. Gdy wróciłam do domu i zdjadłam obiad postanowiłam pójść się przejść do parku. Siadłam na mojej ulubionej ławce pod drzewem i zaczęłam myśleć o moich problemach. Popatrzyłam na swoje rany na nadgarstkach. Po chwili usłyszałam głos. Nie dziewczyny, ale jakiegoś chłopaka.
-Co taka piękna dziewczyna robi tutaj sama? – zapytał i zaśmiał się.
-Nie twoja sprawa. – odpowiedziałam i chciałam wstać, ale on złapał mnie za rękę.
-Poczekaj. To był tylko żart. Coś się stało? – zapytał.
-NIE TWOJA SPRAWA. – powiedziałam i wstałam z ławki. Zaczęłam się kierować w stronę mojego domu.
-Chcę ci tylko pomóc! – krzyknął i dogonił mnie.
-Zostaw mnie! Nie znam cię koleś, więc się odwal, okej?! – krzyknęłam.
-Widziałem twoje rany na nadgarstkach… - zaczął.
-NIE POTRZEBUJĘ POMOCY! – stanęłam w miejscu i krzyknęłam, a potem poczułam jak łza spływa mi po policzku.
-Daj mi dokończyć… wiem, że nie jest ci łatwo w szkole… - powiedział.
-Kłamiesz! – on nie kłamie, to ja skłamałam…
-Mieszkam naprzeciwko ciebie. Nie jeden raz widziałem jak stałaś pod domem, a gdy ktoś obok ciebie przechodził – śmiał się z ciebie. – powiedział.
-No może i masz rację…- rozpłakałam się.
-Musisz to komuś powiedzieć zanim będzie za późno… - dodał.
-O co ci chodzi? – zapytałam.
-Nie chciałabyś przechodzić przez to co ja… - odpowiedział.
Cisza…
-Tak w ogóle to mam na imię Leondre, dla przyjaciół Leo. – powiedział po chwili.
-Angelika. – podaliśmy sobie ręce.
-Chciałabyś się przejść i bliżej się poznać? - zapytał.
-Może... - odpowiedziałam.
-Czyli tak? - zapytał ponownie..
-No dobraa... - odpowiedziałam.
-To idziemy do starbucksa! - krzyknął i pociągnął mnie za rękę.

Gdy już byliśmy na miejscu zamówiliśmy nasze ulubione kawy. Dowiedziałam się o nim dużo rzeczy, np. to, że rapuje w zespole Bars and Melody. Podałam mu swoje social media, a on mi swoje. Dodaliśmy się i musiałam już iść, bo mama wysłała do mnie SMS'a, że Jula przyjedzie dzisiaj, a nie jutro. Odprowadził mnie. Pożegnałam się z nim i weszłam do domu.

-Kto to był? - zapytała mama od razu po tym jak weszłam do środka.
-Kolega z naprzeciwka. - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się.
-Ok, idź się pakować, bo dzisiaj jedziesz do cioci. Julka już tam czeka.

Poszłam się spakować. Po jakiś 20 minutach byłam już gotowa. Zeszłam na dół, gdzie czekała już ubrana mama. Założyłam moje superstary i wyszłam z domu za mamą. Wsiadłyśmy do samochodu i pojechałyśmy. Dopiero teraz sobie przypomniałam, że jutro są moje urodziny. Jak ja mogłam zapomnieć?!
No dobra, nie ważne.
Po niecałych 10 minutach drogi byliśmy już u cioci. Weszłam i wtedy zobaczyłam Juliusza (czyt. Jula), który jeździł na fiszce po domu. Nie zdążyła wyhamować przede mną i się we dwie wywaliłyśmy.

-Heloł. Itz mi! - krzyknęła.
-Zauważyłam. - odpowiedziałam i obie zaczęłyśmy się śmiać. -Może być w końcu wstała? - zapytałam.
-Dobry pomysł. - odpowiedziała i wstała podnosząc fiszkę.

Zdjęłam buty, kurtkę i razem z Julką poszłyśmy do salonu.

-No to teraz spowiadaj mi się. Wszystko od początku.
-O co ci chodzi? - zapytałam.
-Wiem, że dzisiaj byłaś w starbucksie z Leo. - odpowiedziała.
-Skąd wiesz?! - krzyknęłam.
-Ze snapa. - odpowiedziała.
-To ty go znasz?! - krzyknęłam po raz kolejny.
-To mój kolega ze szkoły muzycznej. - zaśmiała się.
-Ahaa. - odpowiedziałam.
-No to opowiadaj! - krzyknęła.
-No to tak... - opowiedziałam jej całą historię, jak się spotkaliśmy, gdzie byliśmy itp.
-Muszę cię jeszcze poznać z Charliem! - krzyknęła i zaczęła klaskać w ręce.
-No ok. - odpowiedziałam.

Zaczęłyśmy się wygłupiać, śpiewać, krzyczeć, tańczyć, robić głupie snapy i wieeeeele więcej. Zanim się obejrzałyśmy była już 23:00. Trzeba się było szykować do spania.
Poszłam umyć zęby, wykąpać się i przebrać w piżamę, a później odpłynęłam w objęcia Morfeusza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz